Ukończony drugi komin, włóczka taka sobe, bo akryl, ale kolor fajny.


Modelka trochę nieobecna duchem, bo oglądała akurat coś niesłychanie ciekawego w tv.
Dawno, dawno temu wyszyłąm dwa obrazki, nieźle się przy tym bawiąc. Przeleżały kilkanaście lat i oto wreszcie zostały oprawione (własnoręcznie). Bardziej podobają mi się słoneczniki, bo jednak jakaś ramka powinna być. Niestety, za żadne skarby nie można było dobrać żadnej ładnej ramki do maków i wyszła antyrama. Taka sobie.


Zgodnie z obietnicą zdjęcia pierwszego komina, który jest ze wspaniałej włóczki z domieszką alpaki, bardzo miły i ciepły, pięknie się układa, warto jednak zapłacić te 20 zł za motek.
Tylko ma dylemat - nie wiem, jak go zszyć.
Jak przymierzyłam sama, to związałam go w jednym miejscu, bez zszywania i Deedee dostała ataku śmiechawki, bo powiedziała, że wyglądam jak prezent pod choinkę z tą kokardą:

Kokarda układa się również tak:

i tak:

Ale można jąteż założyć na głowę:

Można też zszyć to "na krzyż" i wtedy wygląda tak:

ale wtedy nie założy się na głowę.
No i wersja typowo kominowa, tutaj opuszczona w dół:
W końcu, dzięki wydatnej pomocy sąsiadki z umiejętnościami krawieckimi zostały ukończone haftowane poduszki. Wyhaftowałam je daaawno temu, nawet nie pamiętam, kiedy. Odziedziczyłam wyrysowane na materiale wzory po babci i cioci, mama przekazała je mnie, a ja dokończyłam. Odleżały ładnych parę lat, jak nie więcej i w końcu oddałam je sąsiadce, a ona dorobiłą do nich tło, tyły i SĄ:

To jeszcze nie wszystkie, bo zabrakło mi do nich wypełnienia, np. do tej, którą wyhaftowałam w całości sama:

Ale mam ją w torbie i przy najbliższej okazji kupię wypełniacz.
A teraz zbliżenia.
Ta była wyhaftowana, o ile pamiętam, chociaż nie jestem pewna:

Tę haftowałam w dużej części, o ile nie całej:

W tej dokończyła niektóre elementy, zresztą nie miałam wtedy pojęcia, że haft kaszubski to nie tylko określone wzory ale i kolory, dlatego wyszło tak tęczowo :-) :

W tych musiałam dokończyć najbardziej upierdliwe elementy, czyli łodyżki i końcówki płatków:

A tę całą haftowałam sama:

Jedynie ta była w całości już wyszyta i bardzo żałuję, że nie wiem, przez kogo (babcię, ciocię, mamę?)

Ta również jest cała moja:

Na razie leżą wszystkie razem na kanapie i cieszą oko, ale potem je rozniosę po pokojach.

Tutaj bez flesza, żeby oddać kolor
A tutaj zbliżenie wzoru, który jest wg mnie bardzo ładny:

Obrus będzie pewnie powiększany, bo wystaje poza stół tylko po 12,5 cm, co przypuszczam, że będzie za mało. Ale na razie poczekamy na przymiarkę w pierwszy dzień świąt.
Niektóre są już nawet w Paryżu, a ja jeszcze tam nie byłam...



Jak Deedee zobaczyłą te zielone to aż próbowała sobie sama uszy przekłuć na nowo :-) :

Takie dwa pójdą na eksport, średnica 35 cm:

następne znalazły nabywczynię w ojczyźnie (średnica 20cm):

Z tym jeszcze nie wiadomo, co będzie:

i z tym też: